Posty

Mój bolesny Nikifor

Obraz
  Mój bolesny Nikifor … Jak siebie samego! Czy byliście kiedyś tak zmęczeni, że Was nie było? Ciało nie potrzebowało jedzenia i picia, pogrążone w inercji, tylko od czasu do czasu z przyzwyczajenia wypluwało z siebie ostatnie nuty, jak zamierająca pozytywka. Po paru miesiącach szpitali Mamy, operacji, sepsy wyczerpałam zasoby. Skończyła mi się energia, po prostu brak połączenia z Kosmosem. Chuda tak, że nie trafiają we mnie krople deszczu. Na szczęście włączył się instynkt samozachowawczy, chęć przetrwania, a to zmieszane oczywiście z wyrzutami sumienia, że wreszcie coś chcę zrobić dla siebie a nie dla innych. Musiałam uciec. Syn podpowiedział Krynicę, bo niedaleko. Wybrałam drogi hotel, bo „jak mi się kobieta podoba, to pieniędzy nie żałuję”, jak mawiał mój dawno zmarły przyjaciel. Wreszcie niczego nie planuję. Padłam o 17-ej, obudziłam się o 8.30. Poczułam się znowu gotowa do wyzwań. Trzy   wille w prawo od hotelu Muzeum Nikifora. Nie spodziewałam się, że poruszy mnie to d...

Babunia Weronia

Obraz
  BABUNIA  WERONIKA Czasu nie było. Przynajmniej nie dla mnie. Był zegar z kukułką – cudowny obrazek lasu z muchomorkiem. Zegar, ścienny zegar. Nie odmierzał Czasu, był ładny. Za oknem Świat zmieniał kolory, a w domu była Babcia. Babcia była zawsze, była Nieskończonością w kuchennym fartuchu. To Ona przywoływała dzień. Cieniutkim głosikiem, cichutko, bezpiecznie:                  Kiedy ranne wstają zorze,                  Tobie Ziemia, tobie morze,                  Tobie śpiewa żywioł wszelki                  Bądź pochwalon Boże Wielki. Rodzice pływali po morzach i oceanach i zwiedzali dzikie wtedy lądy. Wcale mi to nie przeszkadzało, bo miałam Babcię...

Fotoplastykon

Obraz
  Fotoplastykon Upał. Lipiec. Susza. Siedzę w ogrodzie mojego życia, to tylko 18 arów z domem wybudowanym przez Dziadka Skalskiego przed wojną – teraz trzeba dodawać II Światową, bo wojen coraz więcej – i ze studnią, którą zawsze się budowało pierwszą – najpierw woda, potem życie.  Jestem w środku fotoplastykonu, a wokół mnie migają fotografie, zatrzymane kadry historii zapisane w moim oku. Klatka po klatce tworzą film dokumentalny z życia, które tak zleciało, że można je zakląć w malutkiego pendriva. Pierwszy kadr – sad wysokich wiśni – może to była Sabina, albo Kelleris, smaczne, słodkie. A może one nie były takie wysokie, tylko ja miałam wtedy ok. 90 cm długości, bo o wysokości jeszcze nie wiedziałam. Leżałam w wózku unieruchomiona gipsem od stóp po szyję, z poprzeczką między nogami – pewnie dlatego potem tak łatwo było mi robić szpagat poprzeczny. Upał. Muzyka owadów. Okoliczne muchy hasały po mnie ile wlezie, póki nie przybiegła Mamusia rozpędzając je pieluchą. Moją n...

Wojna, idi na xuj! Dość!!!!!Dość!!!!!

Obraz
  Wojna, idi na xuj! Dość!!!!!Dość!!!!! 16 listopada, 266 dzień wojny!!!!! Wczoraj spadły rakiety na Polskę. Dwóch mężczyzn nie żyje. Gdyby nie rosyjska wojna, i wczorajszy zmasowany atak stoma rakietami, Ukraina nie musiałaby się bronić pociskami antyrakietowymi. Kiedy chłopcy byli mali i nie mogłam ich opanować zaproponowałam konkurs rysunkowy, kto najlepiej narysuje wojnę. Jędrek zarysował całą kartkę, czołgi, bomby, samoloty, rakiety, granaty, mnóstwo żołnierzy, a Ludwik trzy kreski. Zdziwiona spytałam, co to jest? Drzwi. A gdzie wojna? Za drzwiami. Do tej pory uważałam to za świetną anegdotę. Wczoraj nabrała innego znaczenia. Pół roku temu pisząc o wojnie byłam wściekła, teraz jestem przestraszona.  9 maja 2022, 75 dzień wojny A więc wojna Panowie! Kiedy jako dorosła uświadomiłam sobie, że urodziłam się tylko kilkanaście lat po wojnie, byłam przerażona. To znaczy, że świat nie był jeszcze pozamiatany, musiały być zgliszcza, drzewa lizały rany,   a żałoba nie zdążył...

Ziemia Święta, Święta i po Świętach

Obraz
  28 stycznia, wtorek Rano podróż autokarem przez Pustynię Judzką do Betanii, tam, gdzie Jezus z uczniami zatrzymywał się u rodzeństwa Marii, Marty i Łazarza. Oglądam przez okno krajobraz i jestem przerażona! Mój Boże! Ta nasza Ziemia umrze. Zabijają ją ludzie. Jakiś promil walczy o segregację śmieci i zastanawia się, czy rozbita szklanka do szkła czy do mieszanych, że bio nie w woreczkach tylko bezpośrednio do kubła, a tu właśnie bezpośrednio wszędzie tony, wzdłuż drogi sterty opon, materacy, zardzewiałych skrzyń, które kiedyś może były lodówką, kontenery, opakowani, skrzynki, a nad tym fruwająca folia, zwisająca z drzew, zahaczona o druty kolczaste, gruz. To samo przed każdym domem, sklepem, połówki samochodów, krzesła, wszystko martwe od wielu lat, nawet na małych parometrowych rondach, na środku skrzyżowania wysypane góry śmieci i żelbetonu. Świadomość planety to jedno, ale że im to nie przeszkadza, że do tych szeroko otwartych sklepów, jak garaże wwiewa im to i chodzą po zgn...